poniedziałek, 30 marca 2015

Prolog

Był późny wieczór. Młodzież wracała do domów po imprezie, dorośli jechali do pracy na nocną zmianę, a ja stałem.

Stałem na środku ulicy, patrząc jak przypadkowi przechodnie próbują ratować młodego, szczupłego bruneta, który leżał na trawniku. Jego nos był zadarty, smukły, a usta - małe i cienkie. Miał wystające kości policzkowe i mocno zarysowane, ciemnobrązowe brwi. Jego oczy były zamknięte.

Kiedy ludzie zza moich pleców biegli, krzycząc moje imię, próbowałem się odwrócić i powiedzieć, że ze mną wszystko dobrze.

Próbowałem wykrztusić z siebie jakiekolwiek słowa.

Na marne.

Starsza kobieta szła w moją stronę.

 Szła, nie zatrzymując się, a będąc już bardzo blisko mnie nawet nie zmrużyła oka. 

Była to moja matka.

Miała włosy koloru brązowego, krótkie - sięgały zaledwie do ramion czterdziestopięciolatki. To po niej odziedziczyłem oczy. Były one duże i bardzo ciemne - nie można było odróżnić źrenic od tęczówek. Miała mały nos i cienkie usta. Była szczupłą i drobną kobietą, z prawie niewidocznymi kilkoma zmarszczkami na czole. Zawsze była elegancko ubrana i odpowiednio do tego umalowana. 
Nie lubiłem jej czerwonej pomadki - przypominała mi o jedynej wadzie mojej rodzicielki. 
Była alkoholiczką.
Pamiętam, kiedy każdego ranka, stroiła się do pracy. Przedostatnią czynnością, jaką wykonywała było nałożenie szminki. Zaraz po tym brała kwadratową szklankę z kuchni, szła do salonu, nalewała dwa łyki whiskey i tylko zerkając na mnie, wpatrzonego w nią, połykała cały płyn na raz.

 Byłem jedynakiem, jednak nie od zawsze. Miałem brata. Byliśmy świetnie dogadującymi się bliźniakami. Feralnego dnia, kiedy mój ojciec odebrawszy go z lotniska, gdzie miał miejsce finał szkolnej wycieczki, jechał do domu. Oboje chcieli jak najszybciej dotrzeć do celu, więc omijając korki, pojechali na skróty. Jakiś facet w lesie tirem zajechał im drogę i stało się. Moja matka nie mogła dojść do siebie po stracie dwóch najbliższych jej osób. Zostałem tylko ja, który i tak nie wystarczałem. Ja też ich straciłem i cierpiałem tak samo jak ona. Jednak sprawiała, żebym czuł, że to stało się przeze mnie. 

Kobieta nie przestawała zmierzać w moją stronę.

Gdy już była naprawdę blisko poczułem jej dotyk.

Z początku było przyjemnie, lecz uczucie zmieniało się w ból. Szatynka nie zatrzymywała się. Wydawało mi się, że chce we mnie wejść. Mrugnąłem. Po chwili widziałem jej krwistoczerwone wnętrze czaszki. Każda, przenikająca mnie warstwa jej skóry, sprawiała mi taki ból jakbym oparzył się gorącym żelazkiem co najmniej sto razy. Mogłem poczuć smak jej śliny, a nawet tego, co właśnie znajdowało się w jej żołądku. Czułem jak nasze kości ocierają się o siebie, krusząc powoli. Każdy mój mięsień i każdy nerw zaczął pulsować, jakby nagle odnalazł swój własny rytm. Po zetknięciu się naszych płuc przez chwile nawet nie mogłem oddychać. Poczułem ciepło na sercu. Tak, to cierpienie warte było tego co teraz odczuwałem. W końcu dowiedziałem się co to prawdziwa miłość. Sercem dotknąłem jej serca, które rozpaczało, które chciało się wyrwać i biec do chłopaka, który umierał niedaleko nas. Jakby matka chciała oddać życie za swoje dziecko.

Gdy odwróciłem się zobaczyłem, że kobieta nawet przez chwile nie czuła tego co ja, tylko bez namysłu biegła dalej.

Przyjechała karetka.

Ratownicy zaczęli wyjmować swoje respiratory i próbowali ocucić nastolatka, który wyglądał teraz jak zwiędła roślinka.

Kobieta, z którą wcześniej miałem do czynienia zaczęła płakać i głośno krzyczeć "mój synek! Mój ukochany, najdroższy synek!"




Umarłem.





3 komentarze:

  1. Ale super! Doskonale wiesz jak kogoś wciągnąć... i to zakończenie, wow :O :D 10/10 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnie słowo 10/10 i trzy razy tak. Sam pomysł, choć nie tak wyjątkowo odkrywczy, co pamiętniki przyszłości, to nadal kreatywny, no i nie widzę, aby to miało być ff. O tak! Twój styl bardzo mi się podoba, pierwszemu rozdziałowi bliżej do prawdziwych książek, niż blogowych opowiadań. Jestem pod wrażeniem. Mam tylko jedną małą uwagę. Chłopcy z natury nie zwracają uwagi na kolor szminki swojej mamy. Kurde, nawet ja tego nie robię. Chyba że główny bohater jest stereotypowym gejem, wtedy spoko.
    ___
    sennikmysz.blogspot.com
    cienieludzi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwielbiam kiedy ktoś potrafi szczerze powiedzieć co jest nie zbyt dobre w moim opowiadaniu, bo wtedy wiem, co trzeba naprostować i czego unikać w przyszłości :) x
      dziękuję za komentarz :)

      Usuń